Business English nawet dla typowo „polskich stanowisk”. Dlaczego?

Business English  dla polskich stanowisk

Chcesz pracować w środowisku międzynarodowym, uczyłeś się już wcześniej angielskiego, ale Business English jest Ci obcy? A może masz ciepłą „polską posadkę” i nie czujesz potrzeby uczenia się języków, tym bardziej że być może już jak to się potocznie mówi „nie ten wiek na naukę”? Warto jednak poznać Business English, nawet jeśli na razie nie jest wymagany w Twoim „job profile”. Dlaczego? Przeczytaj poniżej.

Dziś bez angielskiego ani rusz, taka prawda. Nigdy nie wiesz, czy za chwilę firma, w której pracujesz i gdzie nie musisz używać języków obcych, nie zostanie wykupiona przez zagranicznego przedsiębiorcę. Polski rynek cały czas cieszy się wysoką popularnością wśród inwestorów z krajów Europy Zachodniej i nie tylko. Można to zauważyć, chociażby po rosnącej liczbie tzw. Call Centers, czy Centrum Usług Wspólnych. Miałam przyjemność brać udział w tworzeniu jednego z nich. 

Doświadczenie i umiejętności kontra znajomość języków obcych

Podstawowym wymogiem jest znajomość, najczęściej języka angielskiego.

Nawet doświadczenie nie liczy się aż tak bardzo, jak poziom języka. Korporacje wychodzą z założenia (i w sumie słusznie), że w maksymalnie 2-3 miesiące są w stanie wyszkolić pracownika z systemów, procedur, programów, ale nie są w stanie w tak krótkim czasie nauczyć człowieka komunikatywnego angielskiego. A tu, niestety klienci są na całym świecie i bez tego języka ani rusz. Sama byłam niejednokrotnie świadkiem, gdy do pracy nie zostali przyjęci ludzie, których CV z doświadczeniem było wręcz „idealne” na dane stanowisko pracy, jednak polegli w przedbiegach na testach z języka angielskiego.

Zastanów się, czy warto zamykać sobie drzwi? Czy nie lepiej zostawić sobie je otwarte, aby mogły nam posłużyć do przejścia na kolejny etap Twojej kariery zawodowej.

Język w takich spółkach to podstawa, reszta schodzi na drugi plan i nawet jeśli jesteś wybitnym magistrem ekonomii czy finansów z pełną tablicą tytułów i wyróżnień, przegrasz na rozmowie kwalifikacyjnej z osobą mniej uzdolnioną, albo nawet bez studiów, jeśli ona zna język, a Ty nie.

Brałam udział w wielu rozmowach kwalifikacyjnych, obecnie szkolę kilka osób z działów HR z zakresu Business English i każdy potwierdza to samo. Angielski najpierw, później doświadczenie, kwalifikację i wykształcenie. Taka panuje teraz kolejność.

Zdaję sobie również sprawę z tego, że ludzie opanowali już ten schemat i często Ci, którzy znają język, a lotni z wiedzy nie są i tak awansują, i tak dostaną lepszą wypłatę, pomimo tego, że Ty wiesz, iż dużo im brakuje do posiadania Twojej specjalistycznej wiedzy na danym stanowisku. Opisywałam już też ten temat po trosze w moim poprzednim artykule.

Zmiany organizacyjne firmy

Kolejnym budzącym krew w żyłach przedsięwzięciem, dla mówiących jedynie po polsku, jest FUZJA, gdyż jeśli zarząd firmy nie ma siedziby w Polsce, to naturalne jest to, że Ci ludzie będą chcieli otaczać się współpracownikami umiejącymi się z nimi porozumieć.

Znam przypadki osób, które pracowały przez kilkanaście lat na jednym stanowisku, gdzie obce języki nie były wymagane. Nagle na spotkaniu prezes ogłasza fuzję no i zaczynają się schody. Po jakimś czasie jest zazwyczaj robiony test sprawdzający znajomość języka i pada „propozycja nie do odrzucenia”: albo nauczysz się języka w czasie … (zazwyczaj jest naprawdę krótki, a jak wiesz przyswajanie języków obcych jest procesem długotrwałym) albo będziemy się musieli pożegnać.

I nie ma się co buntować, marudzić pod nosem. Postaw się na miejscu tej firmy. Jak miałabyś współpracować z ludźmi, którzy nie potrafią się porozumieć z kolegami z innego kraju? Jak tu prowadzić projekty, zarządzać, sprawdzać? OK, zawsze możesz powiedzieć, można zatrudnić tłumacza. Ja właśnie tak zaczynałam swoją karierę jako tłumacz w firmie. Z czasem jednak moje obowiązki i tak wyglądały, jak handlowca, bo sama negocjowałam umowy, stawki, ceny itp., więc zmieniono mi nazwę stanowiska na: Specjalista do spraw handlu międzynarodowego. Byłam zaraz po studiach, wiec skok na głęboką wodę. Dziś cieszę się, że miałam taką szansę, bo to były moje początki uczenia się biznesu od zera, od razu w praktyce.

Zatrudnianie tłumaczy przeszło już do lamusa. Po co płacić dodatkowej osobie, skoro możemy mieć handlowca, zakupowca czy kogokolwiek już ze znajomością języka? 

Presja jaką są poddani ludzie, którzy dostali tzw. deadline na nauczenie się języka jest ogromna. Pracowałam z takimi osobami nawet jeszcze będąc na etacie w korporacji. Stres ogromny i trzeba być naprawdę zorientowanym na cel, pracowitym i z ogromną motywacją, aby w tak krótkim czasie jak np. 1,5 roku nauczyć się płynności komunikacji w Business English.

Nie jest to łatwe, ale, jak widzisz, jest wykonalne.

Po co jednak czekać? Po co chodzić codziennie do pracy w niepewności, że może nas ktoś wykupić? Uwierz czasami wielcy potentaci zagraniczni wcale nie kupują wielkich firm polskich. Skupiają się też na małych biznesach, niepodobnych do kolosów korporacyjnych.

Business English to Twój atut

Żyjemy w świecie, gdzie pojęcie Nietzsche’go: The fittest will survive, choćbyśmy nie wiem jak od niego uciekali, jest obecne. Siłę do utrzymania obecnego stanowiska pracy albo do wspięcia się po szczebelkach kariery może dać Ci angielski. Może to być Twoja karta przetargowa.

Nie czekaj na fuzję, nie czekaj, aż Cię zwolnią, weź sprawy w swoje ręce.

Możesz zacząć od absolutnego minimum, czyli zapoznania się z 50 wyrażeniami ze świata biznesu po angielsku wraz z przykładami. Pobierz bezpłatnego E BOOK’a

I zacznij swoją piękną przygodę z Business English, bez stresu i presji czasu.

Podobało się? Podziel się z innymi :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *